Tysiąc dolarów za wejście na plażę? W Egipcie to możliwe! Stąd awantury
- 5 godzin temu
- 2 minut(y) czytania

Gigantyczny skandal wybuchł w kompleksie turystycznym na egipskim wybrzeżu Morza Śródziemnego. Właściciel osiedli mieszkaniowych w El-Alamein utrudnia posiadaczom luksusowych willi i apartamentów wchodzenia na hotelowe plaże. Żąda za jednorazowy wstęp... tysiąca dolarów. Od osoby! Ale to nie wszystko...
Aby oddać skalę problemu warto zauważyć, iż resort "Emaar Misr" w Marassi na Północnym Wybrzeżu Egiptu obejmuje 5 plaż, 23 osiedla mieszkaniowe i 3300 pokoi hotelowych. Na plażę "legalnie" mogą wejść tylko turyści hotelowi. Reszta musi płacić jak "za zboże".
Co ciekawe, inwestor ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich nałożył na właścicieli apartamentów - którzy chcieliby korzystać z hotelowej plaży - miesięczną opłatę członkowską w wysokości trzech tysięcy dolarów. Należność ta uprawnia turytów tylko do... trzech wizyt. Oznacza to, że każdorazowe wejście na hotelowy piasek i skorzystanie z leżaka i parasola kosztuje 1.000 dolarów! Opłata jest oczywiście absurdalna i ma skutkować zniecheceniem potencjalnych plażowiczów do korzystania z wypoczynku w tym miejscu.

A to nie koniec awantury. Jak podaje portal masrawy, właściciele tamtejszych willi i apartamentowców skarżą się m.in. na wysokie opłaty za utrzymanie swoich posesji. To koszt nawet 100 tys. funtów egipskich (EGP) rocznie, czyli 7.500 zł. Dochodzą do tego wysokie grzywny. Według portalu almasryalyoum wynoszą one od 10 tys. (740 zł) do 15 tys. EGP (1.100 zł) za: wejście do morza, gdy podniesiona jest czarna flaga, parkowanie w miejscach nieprzeznaczonych dla samochodów lub... suszenie ubrań na swoich balkonach lub dachach budynków.
Sprawa jest na tyle poważna, iż wielu właścicieli willi złożyło już pozwy przeciwko właścicielowi domagając się odszkodowania w wysokości do 100 milionów EGP (7,5 mln zł) za szkody materialne i moralne wynikające z wprowadzonych ograniczeń dotyczących wstępu na plażę "gości i ich rodzin" nie mieszkających w hotelach.

A propos gości...
W Marsa Matrouh, także na Północnym Wybrzeżu Egiptu doszło do regularnej bijatyki pomiędzy ochroniarzami, a turystami, którzy chcieli skorzystać z "wydzielonej strefy wypoczynku i rekreacji na terenie kurortu", ale nie posiadali specjalnych opasek z kodem QR.
Według Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Egiptu "trzy kobiety i dwóch mężczyzn" byli jedynie najemcami, a nie właścicielami apartamentów w tym resorcie - stąd nie mogli skorzystać ze wszystkich atrakcji znajdujących się przy plaży. Jak pisze portal alarabiya w ruch poszły deski, metalowe barierki i krzesła. W wyniku awantury siedem osób zostało zatrzymanych przez policję.
Dyskryminacja właścicieli willi i apartamentów na wybrzeżu Morza Śródziemnego, którzy nie mogą korzystać z tamtejszych plaż stała się bardzo głośna w Egipcie. Głos w tej sprawie zabrał Magdy Sadek z Izb Przedsiębiorstw Turystycznych, który twierdził jednoznacznie iż, "dostęp do morza i plaż w Egipcie jest niezbywalnym prawem obywateli i żaden podmiot ani inwestor nie może ich monopolizować ani uniemożliwiać korzystania z nich.
- Egipskie plaże i morza stanowią własność Narodu, podobnie jak obszar piramid i Kanał Sueski. Obecne praktyki są rażącym naruszeniem prawa i naszej konstytucji - stwierdził jednoznacznie Magdy Sadek.























