top of page

Od dziś w Egipcie trzydniowe wybory prezydenckie. Egipcjanie głosują, ale nie wybierają



W Egipcie rozpoczęły się właśnie wybory prezydenckie. Potrwają trzy dni. Lokale wyborcze otwarte są od godziny 9.00 do 21.00. Uprawnionych do głosowania jest ponad 67 milionów obywateli. Wyniki poznamy 18 grudnia. W jakich warunkach społeczno-gospodarczych odbywa się elekcja najważniejszej osoby w państwie?




Skrajnie złych.


Trwa wojna Izraela z Hamasem w związku z którą na granicy Strefy Gazy z Egiptem mamy gigantyczny kryzys humanitarny. W wyniku działań wojennych Izrael wstrzymał export gazu do Egiptu potrzebnego do zasilania tamtejszych elektrowni, przez co w całym kraju wyłączany jest prąd nawet na pięć godzin dziennie. Inflacja sięga 40%, kilogram cukru jest droższy niż w Polsce - kosztuje 60 funtów egipskich (7,81 zł), w bankach brakuje walut wymialnych, w kurortach turystycznych nawet taksówkarze żądają zapłaty za kurs w euro lub dolarach. Czarny rynek walutowy rozrósł się do niewyobrażalnych jeszcze kilka miesięcy temu rozmiarów. Różnica pomiędzy oficjalnym kursem USD, a czarnorynkowym wynosi blisko 60%. Funt egipski (EGP) jest - jak mówią sami Egipcjanie - "nic nie wart".


W egipskich portach stoją statki załadowane towarami o wartości 15 miliardów dolarów, ale lokalni importerzy nie mogą ich obebrać, gdyż nie mają czym za nie zapłacić, bo kasa Narodowego Banku Egiptu świeci pustkami. Mało tego, przed egipskim rządem być może najtrudniejszy rok w historii. W 2024 roku kraj musi zwrócić 30 miliardów dolarów zaciągniętych pożyczek długo i krótko terminowych. Wychodzi 2,5 miliarda miesięcznie, czyli ponad 80 millionów USD dziennie!




Dramat, a to tylko niewielki fragment katastrofalnej sytuacji społeczno-gospodarczej Egiptu, gdzie najniższa płaca wynosi 3.500 EGP (455 zł), a minimalna emerytura 1.105 EGP (143 zł). Sytuacja polityczna tymczasem jest stabilna...



Egiptem od dziewięciu lat rządzi niepodzielnie Abd al-Fattah as-Sisi. W pierszych wyborach prezydenckich w których startował, w 2014 roku uzyskał on 96,91% głosów popracia. W drugich w 2018 roku dostał 97,08% głosów. W międzyczasie prezydent rozpoczął wielki ogólnonarodowy proces "budowy dumnego i wielkiego Egiptu". Kontrowersyjne i bardzo drogie przedsiewzięcie zakładało budowę tysięcy kilometrów autostrad, szybkich kolei, rozbudowę kairskiego metra, nowych lotnisk i portów morskich, kurortów turystycznych, fabryk, Wielkiego Muzeum Egipskiego w Gizie, a przede wszystkim Nowej Stolicy Administracyjnej pod Kairem.






Wszystko kosztowało lub kosztuje setki miliardów dolarów, a co istotne wciąż nie zostało ukończone. Skala inwestycji i trwający kryzys każą postawić pytanie nie kiedy, a czy w ogóle wszystko co zamarzył sobie Sisi zostanie w pełni oddane do użytku. Dla przykładu Wielkie Muzeum Egipskie w Gizie (koszt budowy 1,5 mld USD) miało zostać otwarte już pięć lat temu, a wciąż budowana Nowa Stolica Administracyjna dla 6 milionów ludzi (koszt 60 miliardów USD) w ubiegłym roku. Dziś żyje tam około 150 tysięcy urzędników na siłę przeniesionych z Kairu do ministerstw i rządowych instytucji.



Sisi startuje w wyborach prezydenckich po raz trzeci, a to dzięki nowelizacji konstytucji zaproponowanej w 2019 roku przez prorządowy Blok Wsparcia Egiptu. Rozpoczętą właśnie elekcję Sisi wygra, gdyż nie ma z kim przegrać, gdyż machina propagandowa w "państwie faraonów" pracuje pełną parą.









Choć od piątku do dzisiejszego poranka, do otwarcia lokali wyborczych w Egipcie trwała cisza wyborcza, rządowe media jeszcze do wczorajszego wieczora "wychwalały" dokonania Sisiego w specjalnych kilkuminutowych klipach. Pokazywano obecnego prezydenta, a to w objęciach małych dzieci, w towarzystwie rozradowanych seniorów, niepełnosprawnych, a to na poligonie wojskowym, w tanim sklepie spożywczym, czy na terenie wielkiego placu budowy wśród wiwatujących na jego cześć robotników. Wszystkie miasta Egiptu oblepione są plakatami z podobizną Sisiego. Kampanie jego kontrkandydatów są niewidoczne, nie tylko w telewizji, ale i na ulicach. Przeciętny Egipcjanin nawet nie wie, że może zagłosować na kogoś inneggo niż Sisi. Nie zna programu wyborczego kontrkandydatów.



W ostatnich dniach we wszystkich guberniach Egiptu organizowane były wiece poparcia dla Sisiego i specjalnie przyygotowywane akademie, gdzie wychwalano dokonania obeccnego prezydenta, a wszystko w trosce o zwykłego, szarego obywatela.






W prezydenckiej elekcji startuje Sisi - na karcie do głosowania prezentowany symbolem gwiazdy. Farid Zahran, kandydat lewicowej Partii Socjaldemokratycznej - z symbolem słońca, Abdel-Sanad Yamama, kandydat wybrany przez najstarszą partię liberalną w Egipcie "Wafd' - prezentowany przez symbol palmy oraz Hazem Omar, kandydat Republikańskiej Partii Ludowej, oznaczony na karcie do glosowania symbolem drabiny. Symbole przy nazwiskach kandydatów są bardzo ważne w kraju, gdzie blisko 40% społeczeństwa to analfabeci.



Co ciekawe, zapewne "w prezencie wyborczym", aby zachęcić ludzi do oddania głosu rząd Egiptu dziś rano ogłosił, że przerwy w dostawach prądu zostają wstrzymane, aż do odwołania. Tego typu zachęty w sumie nie są potrzebne, gdyż głosowanie w wyborach w Egipcie jest obowiązkiem każdego obywatela. Kto nie pójdzie na wybory zapłaci karę w wysokości 500 EGP (65 zł).





I na koniec jeszcze jedna ciekawostka. W trakcie kampanii wyborczej nie został opublikowany ani jeden sondaż poparcia dla poszczególnych kandydatów. Nie był potrzebny, bowiem z góry wiadomo kto wygra... choć gdyby startował najsłynniejszy sportowiec Egiptu Mo Salah sprawa nie byłaby tak oczywista.




Podczas elekcji w 2018 roku piłkarzy Liverpoolu (nie startujący oczywiście w wyborach) otrzymał ponad milion głosów. Egipcjanie po prostu dopisywali jego nazwisko na kartach wrzucanych do urn wyborczych. W ten sposób wyrażali swój stosunek do tego, co dzieje się w ich kraju oraz kto i jak nim rządzi.












bottom of page