top of page

W Hurghadzie nikt nie chce budować nowych hoteli. Stare wyburzają. Sprawą zajął się rząd Egiptu



Sto pięćdziesiąt dwa. Tyle w Hurghadzie i okolicach jest hoteli i resortów turystycznych. W sumie, wszystkie te obiekty noclegowe posiadają niewiele ponad 50 tysięcy pokoi, które mogą pomieścić na raz około 115 tysięcy turystów.



W całym Egipcie turyści krajowi i zagraniczni mają do dyspozycji dokładnie 223 tysiące 716 pokoi w 1247 obiektach hotelarskich wszystkich klas i poziomów obsługi. Czyli jednego dnia w łóżkach hotelowych w Egipcie może się przespać około pół miliona osób. I tyle. Więcej się nie zmieści.


W ubiegłym roku Egipt odwiedziło rekordowe 14,9 mln turystów. Według założeń tamtejszego rządu w 2028 roku ta liczba ma wynieść 30 milionów, czyli ponad dwa razy tyle co dziś. Łatwo więc policzyć, że (aby plan został zrealizowany) w ciągu najbliższych 4 lat baza hotelowa w tym kraju powinna się podwoić. Tymczasem się kurczy...




Np. w Hurghadzie zamiast budować nowe pokoje, baseny i recepcje, burzone są stare. Przede wszystkim rozbierane są wysłużone hotele, a te, których budowa trwa, zmieniają swoje pierwotne przeznaczenie. Zamiast hoteli - jak grzyby po deszczu - rosną w ich lokalizacjach prywatne resorty, gdzie można kupić, lub wynająć apartament. Owe resorty klasycznymi hotelami nie są. To czysta deweloperka nastawiona na duży i szybki zysk.


Sytuacja jet naprawdę poważna, gdyż większość z tych obiektów stoi lub powstaje w pierwszej linii brzegowej, na gigantycznych, pięknych terenach, tuż nad Morzem Czerwonym. Mało tego, powstają one na gruntach należących do Państwa, a zostały sprzedane lub wydzierżawione za niewielkie pieniądze na długie lata zgodnie z ówczesnymi planami zagospodarowania przestrzennego. Sterczące "żelbetonowe kikuty" doskonale widać przede wszystkim w północnej części Hurghady, gdzie zza murów straszą turystów wypoczywających w niewielu funkcjonujących tam hotelach.


Jak podaje Ministerstwo Turystyki i Starożytności właściciele hoteli i resortów turystycznych w Hurghadzie i okolicach szczególnie w ostatnich kilkunastu miesiącach masowo zaczęli zamykać swoje obiekty, wystawiać je na sprzedaż, zdobywać pozwolenia na rozbiórkę lub składać wnioski dotyczące pozwolenia na budowę "projektów turystycznych pod wynajem, lub sprzedaż". Jak czytamy w specjalnym ministerialnym dokumencie dzieje się tak, iż tego typu inwestycje gwarantują inwestorom wyższy i szybszy zwrot nakładów finansowych, które i tak w dużej mierze biorą na siebie zagraniczni kontrahenci, płacący za swoje lokum nierzadko i po 250 tysięcy euro.




Aby zatrzymać to zjawisko Rada Ministrów Egiptu wydała kilka dyrektyw, wytycznych i klauzul dla Ministerstwa Turystyki i Starożytności oraz Izby Obiektów Hotelarskich Morza Czerwonego. Wg. tych dokumentów właścicielom gruntów i pozwoleń na budowę hoteli nie wolno zmieniać pierwotnych warunków zabudowy i przeznaczenia obiektu (czyli: jak miał być hotel to musi powstać hotel). Jeżeli budynek został zburzony, to w jego miejsce ma zostać wybudowany "obiekt o działalności hotelarskiej, a nie mieszkaniowo-turystycznej".




Ponadto, sprzedaż takiego obiektu jest możliwa tylko i wyłącznie osobie fizycznej lub prawnej posiadającej wiedzę techniczną i wypłacalność finansową niezbędną do zarządzania hotelem i jego obsługą. Mało tego, już działającego hotelu nie można zamknąć bez podania uzasadnionej przyczyny. Za nieprzestrzeganie tych wytycznych grożą bardzo wysokie kary włącznie z możliwością zerwania wcześniej podpisanej umowy z Państwem.


Aby zachęcić biznesmenów do inwestowania w budowę nowych hoteli i remontowanie starych, rząd Egiptu otworzył linię kredytową wynoszącą 50 miliardów funtów (miliard dolarów) na okres 5 lat przy oprocentowaniu wynoszącym 12%.


Kommentare


bottom of page