top of page

Hurghada straci status turystycznej perły w koronie Morza Czerwonego?


Jeszcze 5 lat temu egipskie kurorty nad Morzem Czerwonym - przede wszystkim Hurghada, były destynacją numer 1 wśród turystów z całej Europy. Niestety, wszystko wskazuje na to, że to już historia. I to historia dziejąca się na naszych oczach.





Marsa Alam, a zwłaszcza Hurghadzie wyrasta po wschodniej stronie Morza Czerwonego bardzo silny konkurent w walce o gigantyczne zyski z turystyki. To Arabia Saudyjska, która (jak piszą egipskie media) "powali wszystkich swoim ogromem".




Ten megaprojekt wart dziesiątki miliardów dolarów nazywa się Amaala (Nadzieja) i stanowi część programu "Saudi Vision 2030".


- Amaala koncentruje się na luksusowej turystyce, która ma przyciągnąć gości na wybrzeże Morza Czerwonego nie Egiptu, a Arabii Saudyjskiej właśnie - czytamy w saudyjskich portalach internetowych.




- Projekt składa się z trzech głównych inwestycji: The Coastal Development, Amaala Island i Triple Bay. Wszystkim zarządza Red Sea Global pod czujnym okiem księcia Mohammeda bin Salmana - to wpis na stronie vision2030.





Gigantyczna inwestycja rozciąga się na przestrzeni 34.000 km2. To obszar większy od Belgii. Rozpoczyna się na wysokości miejscowości Al-Wadżh, a kończy w Umm Ladżdż w Arabii Saudyjskiej. Patrząc z plaż egipskiego wybrzeża Morza Czerwonego to odcinek od Al-Kusajr do Marsa Alam.









Wzdłuż blisko dwustu kilometrowego wybrzeża znajduje się 90 dziewiczych wysp i wysepek, kilkanaście wygasłych wulkanów, rozległe rafy koralowe, góry, a wśród tego wszystkiego powstały, lub powstają przepiękne kurorty, parki, centra sportu, rozrywki, medycyny, wellness i relaksu. W sumie ma tu powstać 2.500 pokoi hotelowych w kilkudziesięciu kurortach oraz 700 luksusowych willi. Pierwsi turyści pojawili się nad wybrzeżem Morza Czerwonego Arabii Saudyjskiej już w styczniu tego roku.



Całość ma zostać oddana do użytku w 2028 roku, ale otwarte już hotele - których cena nie odbiega od tych w Hurghadzie, czy Marsa Alam poziomem obsługi przewyższają te egipskie. Przede wszystkim są nowiutkie i zaprojektowane z wielkim rozmachem. Za wszystko odpowiedzialny jest jeden z największych specjalistów od budowy luksusowych hoteli na świecie Nicholas Naples.






Dokładnie pośrodku tego mega projektu - w miejscowości Hanak - kończy się budowa "Portu Lotniczego Morza Czerwonego". Co ciekawe, lotnisko będzie mogło obsługiwać wodnosamoloty z dedykowanym wodnym pasem startowym z którego szybko będzie się można dostać na pobliskie wyspy i wysepki. Co także ważne, z Europy Centralnej, w tym także z Polski dostaniemy się na miejsce w mniej niż 5 godzin. Przypomnijmy, że lot z Warszawy do Hurghady trwa 4 godziny i 20 minut.




Jak piszą (z nutą bezradności) egipskie media "nasz kraj nie jest przygotowany na walkę o turystę" z Arabią Saudyjską.


Zagraniczne inwestycje na egipskim wybrzeżu Morza Czerwonego są prawie wstrzymane, a na wielu obszarach w zasadzie nie istnieją. Wszystko spowodowane jest kryzysem gospodarczym Egiptu.





Hotele w Hurghadzie do tej pory nie potrafią poradzić sobie z instalacją szybkiego internetu do którego dostęp dla turysty (zwłaszcza młodego) jest w wielu przypadkach decydującym argumentem w wyborze konkretnej destynacji. Nawet w "turystycznym sercu miasta", czyli przy Sheraton Road brakuje tak banalnych elementów infrastruktury jak bezpieczne przejścia dla pieszych.




O sygnalizacji świetlnej nie wspominając. Poza szlakami turystycznymi wciąż brakuje koszy na śmieci, ławek, cen na towarach w sklepach. W dalszym ciągu po mieście grasują watahy bezpańskich psów. I tak można wymieniać i wymieniać...




Hurghada co prawda rozwija się, powstają nowe hotele, deptaki, centra handlowe, ale jeżeli szybko nic się nie zmieni - zwycięstwo w walce o turystę z Arabią Saudyjską wydaje się mało prawdopodobne, a w zasadzie niemożliwe. na wschodnim wybrzeżu Morza Czerwonego na dobre zawitał XXI wiek.


hurghada24.pl


bottom of page