Wielokulturowa Hurghada to nie polski Kołobrzeg

Jadąc do Hurghady należy pamiętać, iż udajemy się do miasta w większości zamieszkanego przez muzułmanów. W Hurghadzie żyje także kilkadziesiąt tysięcy obywateli byłego Związku Radzieckiego (różnych wyznań), oraz kilka tysięcy katolików. Niewielki procent zajmują agnostycy, lub niewierzący. Miasto jest otwarte na Europejską kulturę, ale pewnych zasad należy przestrzegać i nie należy dziwić się pewnym zachowaniom Egipcjan.

 

Hurghada nie jest miastem, którego mieszkańcy nie rozumieją, lub nie wiedzą po co przyjechaliśmy nad Morze Czerwone. Mieszkańcy Hurghady wiedzą dokładnie, że przyjeźdzamy tam po to, aby: odpocząć na plaży, kąpać się w morzu do woli, nurkować, snurkować, dobrze się zabawić, napić alkoholu, dobrze zjeść, zrobić zakupy, udać się na ciekawą wycieczkę, poznać kogoś ciekawego, nawiązać przelotny romans. To wszystko, to niby nic nadzwyczajnego (dla nas Europejczyków), ale w postrzeganiu niektórych Egipcjan (jeszcze kilka lat temu) - aż nadto i nie do pomyślenia. Na szczęście lata obcowania z turystami z Europy powodują, iż mieszkańcy Hurghady już to rozumieją i tolerują nasz styl życia , zupełnie inny od ich stylu życia. Działa to także w drugą stronę. Turyści z Europy rozumieją, że są w kraju muzułmańskim, że niektórych rzeczy nie wypada robić. To dokładnie tak, jak z turystami z Wysp Brytyjskich, którzy jeszcze kilka lat temu przylatywali masowo do Krakowa. Pijani Brytyjczycy traktowali nasz kraj jak "czarny ląd", gdzie bezkarnie można wysikać się na Krakowskim Rynku, a Polska to kraj, gdzie za pieniądze można mieć wszystko a mieszkają tu sami idioci. Na szczęście ten "stan" trwał bardzo krótko. Jedni nauczyli się drugich, poznali się i zaczęli szanować. Nie inaczej jest w Hurghadzie. Egipcjanie rozumieją nasze potrzeby, my powinniśmy zrozumieć i uszanować ich zwyczaje.

 

Najważniejszą sprawą na którą powinniśmy zwrócić uwagę to nasz ubiór (zwłaszcza kobiet). Panie (oczywiście poza plażą) nie powinny swoim strojem "zbytnio drażnić mężczyzn". Wszystkie Panie doskonale wiedzą o co mi chodzi. Przyjmijmy taką zasadę: jeżeli w Polsce strój, który Pani ma na sobie - "drażni mężczyzn" - w Hurghadzie powinien zostać ograniczony o połowę. Oczywiście nie dotyczy to Pań, które specjanie chcą się tak ubrać i wyjść na ulicę Hurghady. I w tym wypadku wszystkie Panie wiedzą o co mi chodzi. Te "obostrzenia" w zasadzie nie dotyczą centrum Sakali, czyli Sheraton Road - tam Egipcjanie widzieli już nie jedno i są przyzwyczajeni do gołych nóg, wyeksponowanych piersi i ramion - ale wiadomo licho nie śpi. Jeżeli chcemy wybrać się do najstarszej części Hurghady - Daharu - proponuję "opcję zero". Najlepiej dłuższa spodnica, lub spodnie i zakryte ramiona. W tej części miasta "nagość" jest rzadka. Po co komu problemy. Od razu dodam iż "wyzywający strój" nie spowoduje, iż będziemy mieli nieprzyjemności, czy zamkną nas do więzienia, ale permanentne spojrzenia, zaczepki "napalonych Egipcjan" mogą spowodować naszą irytację i źłość. Dla Egipcjan każda Europejka (chodzi o kolor skóry) jest atrakcyjna. Dla większości młodych Egipcjan "nagość" kobiety to oznaka rozwiązłości, czyli poszukiwania okazji do przeżyć miłosnych... Nietety tak to wygląda z ich perspektywy i nic nie da się z tym zrobić. Tak mają w większości młodzi Egipcjanie. Niektórzy "starzy" patrzą na to zupełnie w inny sposób. Zachowują się podobnie jak "polskie moherowe dewotki". Takie Panie widząc w naszym kraju dwóch mężczyzn idących ulicą i trzymających się za rękę... od razu przyklejają łatkę -"sodoma i gomora" i " jak tak można". Jak widać co kraj to obyczaj, ale pewne "stałe" się nie zmieniają. Jeżeli chcemy odwiedzić jeden z wielu meczetów w Hurghadzie bezsprzecznie obowiązuje nas "opcja zero". Od tego nie ma odstępstw.

 

Panowie też, udając się do meczetu powinni być ubrani schludnie (przynajmniej krótkie spodnie, a nie majtki z plaży) i koszulka (broń boże odkryty tors). Jeżeli udajemy się na wycieczkę do Luxoru, czy Kairu Panie muszą mieć ze sobą strój "opcja zero". Panowie co najmniej krótkie spodnie i koszulka. Oczywiście możemy na wycieczkę pojechać ubrani jak chcemy, ale wtedy wiele zabytków obejrzymy tylko z zewnątrz. Nie powinno to nikogo dziwić. Każdy kto był np. we Włoszech wie, że tam obowiazują dokładnie takie same obyczaje (a nawet bardziej surowe).  Jedno czego nie wolno nam robić publicznie w Hurghadzie to seks i obnażanie się (nawet na plaży). Nie zalecam także publicznego (na ulicy) całowania się w sposób wyzywający osób, które nie wyglądają na parę, lub małżeństwo (chyba że w restauracji, czy barze). Po prostu nie jest to przyjęte w ramach dobrych obyczajów.

 

Panowie - ważna sprawa - Egipcjanie nie szanują pijanych ludzi. Wstawionych - tak, kompletnie nawalonych - nie. Generalnie (oficjalnie) sami nie piją, więc stąd brak szacunku i wytłumaczenia dlaczego ktoś potrafi doprowadzić się do "takiego stanu". Jeszcze jedna ważna sprawa. Jeżeli zobaczysz sznur samochodów jadących przez miasto przy odgłosie klaksonów, strzelających w powietrze fajerwerków, i krzyków z otwartych okien przejeżdżających Egipcjan - nie bój się. To nie początek rewolucji, ani zamach na turystów - to po prostu... Egipskie wesele. Ostatnio musiałem to tłumaczyć (skutecznie) "dziennikarzom" portalowi jednej z informacyjnych stacji telewizyjnych, którzy uwierzyli tzw. "reporterom jednej z informacyjnych stacji telewizyjnych" i wzniecili niepotrzebne zamieszanie medialne w Polsce.  To był kompletny brak odpowiedzialniości za słowo...

 

Cóż, wiekokulturowa Hurghada to nie smutny (niemiecko-polski) Kołobrzeg. Tu coś się dzieje...

 

Ponadto...hulaj dusza, w Hurghadzie piekła nie ma.