Hurghada dla Polaków

Hurghada to idealne miejsce na wypoczynek dla Polaków. To dla znających Egipt banał, ale dla osób, które nigdy tam nie były, lub wiadomości o tym kraju czerpią tylko z przekazów telewizyjnych - że w Egipcie jest niebezpiecznie, że ludzie wychodzą na ulice, że rząd wsadza do więzień swoich rodaków - to informacja do której w dalszym ciągu trzeba przekonywać. Hurghada była, jest i będzie bezpieczna. Kair jest miejscem, gdzie w dalszym ciągu dochodzi do manifestacji - to fakt, a z faktami się nie dyskutuje. Ale Kair to nie Hurghada. Jedno miasto oddalone jest od drugiego o 454 kilometry. To zupełnie dwa "inne światy". Kair to stolica ponad 80 milionowego kraju, z każdym elementem życia politycznego i gospodarczego. Ze wszystkimi problemami 20 milionowej metropolii. 

 

Hurghada to "perła w koronie" turystycznej części Egiptu na którą wszyscy "chuchają i dmuchają", ponieważ przynosi miliardowe zyski dla "Państwa Faraonów" każdego roku. To tak jakby uogólnić, że Kuba to tylko i wyłącznie Hawana rządzona przez dyktaturę Raula Castro, nad którymi ten tyran sprawuje także władzę nad mieszczącymi się tam luksusowymi kurortami dla turystów z całego świata w Varadero, Santa Cruz, czy Holguin. Turyści chętnie jadą na Kubę, ale i na Thaiti, Dominikanę, do Kambodży, czy Wietnamu, ale także do USA (gdzie praktycznie co tydzień ktoś strzela w szkołach podstawowych do nauczycieli i uczniów), do pogrążonej w głębokim kryzysie Grecji, na daleki wschód (gdzie skutki tajfunów możemy dostrzec dopiero wtedy, gdy gigantyczna fala wlewa się do naszego pokoju hotelowego przy plaży), na Antypody, gdzie rekiny lubią odgryzać kąpiącym się w pięknym lazurowym oceanie kończyny dolne, lub górne.

 

Po co w takim razie jechać gdziekolwiek...To zasadnicznie pytanie. Odpowiedź jest prosta. Bo świat jest piękny i warty zobaczenia.

 

Teoretycznie tak naprawdę najlepiej pojechać nad polskie morze - bo blisko, niby tanio, wszyscy mówią po polsku i miejsce jest znane. Ale sami wiemy jak jest: nie jest ani blisko, jest drogo, a znane miejsca są tak zapchane turystami, że się odechciewa. Ale jedziemy nad polskie morze znajdujemy wolne miejsce na przeludnionej plaży, zjadamy potwornie drogą zapiekankę (stojąc w długiej kolejce) lub rybę (jeszcze droższą) ...i... patrzymy na Bałtyk, leżąc na nigdy nie do końca czystej plaży, wśród setek tysięcy innych turystów. Leżymy (opalamy się - jeżeli jest słońce)...i patrzymy na przelewającą się co kilka sekund wraz z falami przypływu "brązowo-zielonkawą" breję - czyli substancję z której składa się woda Morza Bałtyckiego.

 

Ręka do góry - kto ostatnio kąpał się w Bałtyku w ciągu ostatnich pięciu lat. Powtarzam KĄPAŁ SIĘ W BAŁTYKU ...śmiało... ręka do góry !!!

 

Kto czuł się w pełni bezpieczny wieczorem na ulicach Łeby, Władysławowa, czy Gdańska, wśród podpitych, niekiedy "naćpanych" małolatów, którym wydaje się, że podczas wakacji wolno im jeszcze więcej niż "na swojej dzielnicy pod blokiem".

 

Generalnie życie pełne jest niebezpieczeństw (różngo rodzaju) - wszyscy o tym wiemy. Złe informacje rozchodzą się bardzo szybko. Częściej do nas dociera wiadomość: że kogoś zabili, porwali, zgwałcili,  niż że: jest fajnie, normalnie i miło...bo co to za informacja. Niestety w ostatnim czasie informacje o Egipcie "ociekały": krwią, wojskiem na ulicach, śmiercią i niebezpieczeństwem...ale...to prawda dotycząca tylko Kairu...

 

Dam przykład. Jeżeli "coś dzieje się złego" np. w Warszawie, niektórzy ludzie na świecie (także Egipcjanie) uważają, że na pewno mieszkańcy Koszalina czują się zagrożeni. W końcu z Koszalina do Warszawy jest tylko 456 kilometrów - czyli prawie tyle samo co z Hurghady do Kairu. 

 

W Polsce panuje takie samo przekonanie - jeżeli ktoś wychodzi na ulice Kairu - na pewno w Hurghadzie wszyscy o tym mówią, w mieście jest stan zagrożenia, wojsko stoi z karabinami na ulicach, ludzie siedzą w domach i nie podchodzą nawet do okien, a zapasy jedzenia i wody mają na co najmniej miesiąc.  Nic takiego nie ma miejsca. Ludzie żyją normalnie, chodzą do pracy, restauracji, piją herbatę w kawiarniach, kąpią się w morzu i  zajmują swoimi codziennymi sprawami.

 

O tym, że Hurghada to nie Kair, że Hurghada to wręcz idealne miejsce na wypoczynek - bo tanie, bezpieczne, przyjazne turystom, z pięknym słońcem, ciepłym morzem i cudownymi plażami przekonali się na początku grudnia 2013 roku polscy dziennikarze, którzy na własne oczy mogli przekonać się - jak Hurghada wygląda dziś. Do Hurghady Ministerstwo Turystyki Egiptu zaprosiło stu dziennikarzy z całej Polski. W tej grupie byli i ci, którzy Hurghadę znają dobrze i ci, którzy się bali (że coś im się złego stanie) także ci, którzy pojechali tam z ciekawości, ale i tacy, którzy za wszelką cenę szukali "jakiejkolwiek sensacji". Co działo się podczas tygodniowego pobytu ? Nic...złego. Dziennikarze zostali zakwaterowani w jednym z najlepszych hoteli pod Hurghadą - Sunrise Royal Makadi & Spa. Zwiedzili Luxor, wybrali się na wycieczkę statkiem na wyspę Giftun, pojechali na Safari, zwiedzali Hurghadę, robili zakupy, odwiedzili szkołę podstawową, piekarnię, oprócz tego codziennie opalali się na plaży, wieczorem tańczyli na dyskotece i brali udział w wieczornych przedstawieniach, jedli śniadania, obiady i kolacje, pili drinki - czyli robili dokładnie to samo co zwykli turyści - po prostu odpoczywali od zgiełku życia codziennego w Polsce. Oprócz tego własnymi zmysłami mogli się przekonać, że Hurghada to normalny kurort do którego nadal chętnie przyjeźdżają turyści z całego świata. Czy ktoś czuł się zagrożony, czy ktoś chciał wracać do Polski, lub widział jakieś niebezpieczeństwo...? Nie, bo takiego niebezpieczństwa w Hurghadzie nie ma. Włodarze miasta, aby nie straszyć turystów "na dzień dobry" sprzed wjazdu na teren lotniska usunęli kilka miesięcy temu wóz bojowy i żołnierzy, którzy robili złe wrażenie. Tak na marginesie żołnierze i ich stanowisko "bojowe" było w tym miejscu w zasadzie od początku istnienia lotniska. W mieście spokój. Tradycyjne konwojowane wycieczki do Luxoru czy Kairu jeźdżą normalnie. Turyści korzystają z tych wyjazdów. Na rogatkach miasta kontrole jak za najspokojniejszych czasów - czyli płynne i przepuszczające wszystkie samochody i autokary. Nikt nikogo nie legitymuje, nie ma żadnych manifestacji, na stacjach benzynowych brak kolejek po paliwo (te były jeszcze w połowie 2013 roku). W sklepach ceny takie jak rok temu. Cena funta egipskiego taka sama jak rok temu. Gdyby nie rzadkie incydenty w Kairze, nikomu do głowy by nie przyszło, że Egipt to niebezpieczny kraj. 

Wyjazd z Lotniska
Rogatki na granicy Hurghady
 
 

Oczywiście nie można generalizować, ponieważ w dalszym ciągu nieznana jest przyszłość polityczna Egiptu. Jednak ostatnie zawirowania, znaczny odpływ turystów spowodował strach o to co będzie jutro. Ma to już jednak podłoże materialne. Egipcjanie stracili mnóstwo pieniędzy. Teraz bardziej myślą nie o tym jak będzie wygladała ich konstytucja i (nawet) kto zostanie prezydentem kraju, ale o tym  jak przekonać turystów by wrócili nad brzeg Morza Czerwonego. Europejczykowi trudno to zrozumieć, ale Egipcjanie (gdy dochodziło do zamieszek w Kairze, ginęli ludzie) nie zastanawiali się jakie to będzie miało przełożenie na ich zarobki. Podchodzili do sprawy bardzo emocjonalnie, nie zważając na koszty społeczne. Generalnie chcieli rewolucji, nie myśląc o tym jak miałby wyglądać Egipt po tej rewolucji. Dopiero teraz dotarło do nich, że zbyt późno władza zareagowała na akty terroru, bandytyzmu i nieposłuszeństwa. Dziś Egipcjanie już wiedzą, że sprawy zaszły za daleko, i że sytuacja wymknęła się spod kontroli. Zrozumieli, że demokracja (w europejskim rozumieniu) nad Nilem nigdy się nie przyjmie, że władza musi być silna (a czasem i bezwzględna). Tak w Egipcie było zawsze (od czasów Faraonów, do dziś).

hurghada24.pl Hurghada dla Polaków